Aktualności

Michał Jurecki w Rehasport Clinic: „Wszystko zmierza w dobrą stronę”

IMG_9611Liczę, że w listopadzie pojawię się na boisku i do styczniowych mistrzostw świata spokojnie odbuduję formę – mówi po kolejnej wizycie kontrolnej w Rehasport Clinic jeden z najlepszych piłkarzy ręcznych świata Michał Jurecki.

Michał Jurecki miał podczas igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro ogromnego pecha – pod koniec pierwszej połowy w akcji obronnej na jego nogę spadł kolega z kadry i klubu Mateusz Kus, kończąc w ten sposób występ „Dzidziusia” w turnieju. Uraz stawu skokowego okazał się bowiem na tyle poważny, że do wyleczenie niezbędna okazała się operacja. Tę lewy rozgrywający reprezentacji Polski oraz klubowego mistrza Europy Vive Tauronu Kielce trzy tygodnie temu przeszedł w Szpitalu Rehasport Clinic. Zabieg przeprowadzili: dr n. med. Tomasz Owczarski, dr hab. Tomasz Piontek oraz dr Paweł Cybulski. Michał Jurecki przechodzi obecnie rehabilitację – przez większość czasu w Kielcach, ale jeden-dwa dni w tygodniu spędza także w Poznaniu. Pod okiem lekarza kadry narodowej dra Tomasza Owczarskiego oraz fizjoterapeuty Bartosza Kiedrowskiego, w szybkim tempie wraca do pełnej sprawności.

Jak wygląda sytuacja z kontuzjowaną nogą?
Michał Jurecki: – Chyba dobrze, tak sądzę. Jestem po kolejnej wizycie kontrolnej w Poznaniu, lekarz powiedział, że wszystko jest OK. Fizjoterapeuta też mówi, że ćwiczenia dają efekty, więc pomału wszystko zmierza w dobra stronę. Nikt nie lubi być kontuzjowanym, ale to jest wliczone w nasz sport. Czasem przytrafią się mniejsze lub większe urazy. Mnie raczej one dotąd omijały. Jak miałem 19 czy 20 lat, to mocno naderwałem mięsień i po zabiegu półtora miesiąca pauzowałem. Podobnie było po artroskopii, gdy wycięto mi kawałek łąkotki. Jedynie po zerwaniu bicepsa, a tej kontuzji doznałem na mistrzostwach świata w Szwecji w 2011 roku pauzowałem 3,5 miesiąca. To była najdłuższa przerwa.

Dostał już Pan sygnał, kiedy będzie mógł wrócić na boisko?
– Od początku była mowa o tym, że do zajęć z resztą drużyny dołączę po około ośmiu tygodniach od zabiegu. Musze być jednak zdrowy w stu procentach. Minęły trzy, zostało jeszcze pięć – tak to oceniam. Mówię o powrocie do treningów, a nie do gry. Chciałbym w miarę szybko zacząć brać udział w meczach, ale nie wiem, jak to będzie z formą. Do mistrzostw świata jeszcze jest daleko, na pewno do tego czasu dostanę w Kielcach szansę gry w kilku ciekawych spotkaniach. Liczę, że jednak w listopadzie pojawię się na boisku, a wtedy będę miał duże szanse, aby do stycznia odbudować formę.

Tuż po tej pechowej kontuzji w Rio de Janeiro dochodziły do Polski sygnały, że być może zdoła Pan wrócić do gry w dalszej części. Dlaczego się nie udało?
– Pierwsze badania wykazały, że mam tylko uszkodzone więzadła, które same się regenerują. I to w ciągu kilku dni. Wystarczyło wówczas poczekać, aż rana się zagoi i mógłbym grać. Później były jednak kolejne badania, rezonans magnetyczny i wtedy było już jasne, że nie zagram na igrzyskach.

Serce bolało?
– Bolało, mocno bolało. Siedziałem na ławce, w pierwszym rzędzie, czyli najbliżej boiska, jak to tylko możliwe. I wiedziałem, że nie mogę tam wbiec, więc starałem się pomagać chłopakom w taki sposób, jaki tylko mogłem: krzycząc, dopingując, wspierając. To znaczy teoretycznie mógłbym wbiec, bo byłem w składzie, wpisany do protokołu, ale wcześniej już mi powiedziano, że tak się nie stanie. Siedziałem tam, bo takie są wymogi.

Jak wygląda teraz Pana tydzień z nieco innymi treningami niż zwykle?
– Bardzo pracowicie. Trenuję indywidualnie, kilka razy dziennie. Raz na hali, raz w siłowni, rowerek, zestaw zajęć w domu. Wszystko, co mi przepisał fizjoterapeuta Bartek Kiedrowski. Czasem cztery razy dziennie. Nawet chodzenie powoduje, że stopa pracuje, Achilles się rozciąga. Idzie to ku dobremu. Teraz nogę mam już tylko w lekkiej ortezie, by nie uciekała do boków, bo te ruchy nie są jeszcze wskazane. Najpierw miałem taki specjalny but, później kule, z jedną chodziłem jeszcze w zeszłym tygodniu, ale już je odrzuciliśmy. Wkrótce będę mógł normalnie funkcjonować, włączyć krok dostawny i wszystkie pozostałe ćwiczenia. A w życiu aż tak to nie przeszkadza. Samochód mogę prowadzić, bólu nie czuję, mogę chodzić. Jak odrzuciłem kule, to poczułem się już normalnie.

Rozmawiał Andrzej Grupa