Ula Sójka

Zamierzam ćwiczyć aż do skutku

Uśmiechnięta, pracowita, doskonale wie do czego zmierza. – Zamierzam ćwiczyć aż do skutku, aż w pełni zegnę nogi w kolanach – mówi Ula Sójka, która przechodzi rehabilitację w Rehasport Clinic. Chodzi już niemal normalnie i aż nie chce się wierzyć, że jeszcze kilka miesięcy temu lekarze skazywali tę sympatyczną młodą dziewczynę na wózek inwalidzki. A wszystko za sprawą wypadku z 14 grudnia 2009 roku, w którym uczestniczyła rodzina Uli. – Nigdy nie zapomnę tego dnia, bo w wypadku zginęła moja mama. Pozostał więc uraz psychiczny i fizyczne obrażenia. Rokowania były średnie, na szczęście jest coraz lepiej – wspomina dziś Ula. Dzięki Sopockiemu Towarzystwu Ubezpieczeń Ergo Hestia SA może skorzystać z programu pozwalającego na rehabilitację w Rehasport Clinic w ramach ubezpieczenia OC sprawcy wypadku.

Andrzej Grupa: Wierzyłaś w to, że wszystko ze zdrowiem będzie dobrze?

Ula Sójka: – Było ciężko, bardzo ciężko. Miałam otwarte złamania kości udowych, także wewnętrzne uszkodzenia ciała: wątroby, śledziony, staw skokowy również nie był sprawny. Lekarze mówili na początku, że mogę nie chodzić, , że będę musiała jeździć na wózku. To było dla mnie ogromnym szokiem.

Kiedy uwierzyłaś, że może być inaczej?

– Najgorszy był początek, gdy lekarze nie pozwalali mi chodzić, tylko kazali leżeć w łóżku. Straszyli mnie, że jeśli nie będę leżała, tylko chodziła i się przemęczała, to kości się nie zrosną. Leżałam więc dobre cztery i pół miesiąca. Miałam jednak swojego rehabilitanta, który przychodził raz po raz do domu. On zachęcał do delikatnych ćwiczeń, np. unoszenia nogi. Wziął odpowiedzialność na siebie i zaczął przystawiać do balkonika, choć lekarze byli innego zdania, nie dawali na to zgody. A ja chodziłam – powolutku, krok po kroku. Czułam się coraz pewniej, zobaczyłam że mogę jednak chodzić. Początkowo obok mnie szły trzy osoby, znosili mnie po schodach. Nie przyjmowałam do wiadomości tego, że mogę być przywiązana do wózka. I tak walczę do dziś.

A moment przełomowy?

– To było chyba wtedy, gdy rehabilitant postawił mnie przy balkoniku i moje nogi pierwszy raz dotknęły podłoża.

Kiedy się dowiedziałaś o Rehasport Clinic?

– To dzięki Hestii. Zaproponowano mi taki program rehabilitacji, dzięki któremu mogę się usprawniać dalej. W moim miasteczku, a mieszkam w Człuchowie, w pewnym momencie rehabilitacji nie dało się już dalej posunąć. Tutaj w Poznaniu jest zupełnie inne podejście, inna technika, nie wiem od czego zacząć, by mówić o tych zmianach. Tam miałam ćwiczenia bierne, choćby związane z kolanami. Leżałam więc na stole i wyginano mi te kolana. Nie były za to wzmacniane mięśnie czworogłowe, nie było ćwiczeń rozwojowych. Gdy przyjechałam do Rehasportu, doznałam szoku, bo tu wszystko wygląda inaczej. Rehabilitanci zajmują się nie tylko samym zgięciem, ale całymi nogami, całym organizmem. Dzięki temu stojąc czuję się już znacznie pewniej i wierzę, że będzie jeszcze lepiej. Bo mam tutaj dostęp do wspaniałych specjalistów.

Już mocniej zginasz nogi?

– Jest postęp, ale powolny. Nawet bardziej chodzi nie o samo zgięcie, ale o odbudowę mięśni, które są w fatalnym stanie. Nawet nie wiedziałam, że one są tak ważne, że przy chodzeniu używam łydek, a mięśnie czworogłowe w ogóle nie pracują. Dopiero w Rehasporcie mi to uświadomili.

Długo będziesz się jeszcze rehabilitowała w Klinice?

– Do końca tego tygodnia, później już poza nią. Wracam do Człuchowa, ale Rehasport będzie mnie monitorował. Czyli powiedzą mi za każdym razem jakie ćwiczenia wykonywać. Zamierzam ćwiczyć do skutku i mam nadzieję, że w końcu zegnę kolana tak jak przed wypadkiem.

Nie wątpię w to, bo chodzisz już znakomicie.

– Dużo lepiej niż w momencie, gdy trafiłam pod opiekę specjalistów z Rehasport Clinic. Wówczas chodziłam jak kaczuszka, ale po tych ćwiczeniach korygujących jest wyraźna poprawa.